W skrócie
-
Serwisujemy cudzy montaż
Nie odsyłamy do wykonawcy, którego nie ma — przejmujemy instalację taką, jaka jest.
-
Najpierw pomiar, potem części
Diagnozę opieramy na pomiarach i logach, a nie na domysłach i wymianie na próbę.
-
Protokół, nie ustne zapewnienie
Po każdej wizycie zostaje dokument z wynikami pomiarów i listą uwag.
Boom na fotowoltaikę z lat 2019–2022 zostawił w Polsce setki tysięcy instalacji i zdecydowanie mniej firm, które je montowały. Część wykonawców zwinęła działalność, część zmieniła branżę, część po prostu nie odbiera. Efekt jest zawsze ten sam: dach pracuje, falownik miga czerwoną diodą, a klient zostaje z aplikacją, która pokazuje zero i z numerem telefonu, pod którym nikt nie odpowiada.
Zajmujemy się dokładnie takimi zgłoszeniami. Nie wymagamy, żeby instalację robiła nasza firma — przeciwnie, większość naszych serwisów to sprzęt cudzego montażu, często sprzed kilku lat, czasem bez pełnej dokumentacji. Podchodzimy do tego jak do zadania inżynierskiego: najpierw ustalamy, co faktycznie jest na dachu i w rozdzielnicy, potem szukamy przyczyny, dopiero na końcu wymieniamy części.
Pracujemy we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku. Serwisujemy instalacje domowe, firmowe i rolnicze — od kilku kilowatów na dachu skośnym po kilkadziesiąt kilowatów na hali. Jeśli po diagnozie okaże się, że instalację warto rozbudować albo dołożyć do niej magazyn energii, powiemy to wprost, ale nie zaczynamy rozmowy od sprzedaży.
Firma, która montowała moją instalację, już nie istnieje. Co teraz?
To najczęstsze zgłoszenie, jakie do nas trafia. Warto wiedzieć, że zniknięcie wykonawcy nie unieważnia gwarancji producenta na sprzęt. Panele mają zwykle dwie gwarancje — na produkt i na moc — a falowniki własną gwarancję producencką, często z możliwością przedłużenia. Te gwarancje są przypisane do urządzeń i do miejsca instalacji, nie do firmy, która je przykręciła. Znika natomiast gwarancja na robociznę i na szczelność dachu, bo to była gwarancja wykonawcy.
Praktycznie oznacza to, że da się jeszcze sporo odzyskać. Jeśli falownik jest w okresie gwarancji producenta, prowadzimy zgłoszenie reklamacyjne w imieniu klienta: zbieramy numery seryjne, logi błędów, zdjęcia tabliczek znamionowych i dokumenty zakupu, jakie się zachowały. Producenci zwykle wymagają, żeby zgłoszenie i późniejszą wymianę wykonała firma z uprawnieniami elektrycznymi — i to jest rola, którą przejmujemy.
Drugi krok to inwentaryzacja. Spisujemy, co jest zamontowane: model i liczba paneli, układ stringów, model falownika, typ zabezpieczeń po stronie DC i AC, rodzaj konstrukcji, stan uziemienia i ochrony przepięciowej. Na tej podstawie powstaje dokument, który zastępuje brakującą dokumentację powykonawczą i pozwala planować kolejne naprawy bez zgadywania.
Zdarza się też, że po poprzedniej firmie zostaje instalacja niedokończona formalnie — bez zgłoszenia do operatora, bez licznika dwukierunkowego albo z instalacją pracującą poza umową prosumencką. Takie sprawy też porządkujemy, bo bez tego produkcja z dachu nie jest w ogóle rozliczana.
Dlaczego instalacja produkuje mniej niż rok temu?
Spadek produkcji to objaw, nie diagnoza. Zanim ktokolwiek zaproponuje wymianę sprzętu, trzeba porównać dane. Punktem wyjścia są uczciwe liczby: produkcja miesiąc do miesiąca w ujęciu rok do roku, a nie porównanie lipca z listopadem. Sprawdzamy też nasłonecznienie w danym okresie, bo dwa kolejne lata potrafią różnić się o kilkanaście procent i wtedy nic się nie zepsuło.
Jeśli spadek jest realny, szukamy go po kolei. Najczęstsze przyczyny są prozaiczne: zabrudzenie modułów pyłem, mchem albo osadem z komina, zacienienie przez drzewo, które przez pięć lat urosło, i zwyczajnie nierówna praca jednego stringa. Falownik z dwoma trackerami MPPT pokazuje w logach napięcie i prąd osobno dla każdego wejścia — porównanie tych wartości w słoneczne południe zwykle od razu wskazuje, która połowa instalacji odstaje.
Poważniejsze przyczyny to uszkodzenia samych modułów. Mikropęknięcia ogniw po gradzie albo po nieostrożnym montażu, degradacja PID, przepalone diody bocznikujące w puszce przyłączeniowej, wilgoć w złączkach MC4. Do ich wykrycia używamy pomiarów charakterystyki prądowo-napięciowej i kamery termowizyjnej — gorący punkt na module widać na termogramie na długo przed tym, jak zacznie się palić.
Osobna kategoria to instalacja, która nigdy nie produkowała tyle, ile powinna. Źle dobrany falownik, stringi o różnej liczbie modułów wpięte w jedno wejście, panele położone na trzech połaciach dachu i spięte szeregowo, brak optymalizatorów tam, gdzie zacienienie było widoczne od pierwszego dnia. Wtedy nie ma czego naprawiać — trzeba przeprojektować układ elektryczny, co często da się zrobić bez zdejmowania modułów z dachu.
Falownik pokazuje błąd — naprawiać czy wymieniać?
Falownik jest jedynym urządzeniem w instalacji, które pracuje z pełnym obciążeniem codziennie przez kilkanaście godzin i jako pierwszy się zużywa. Nie każdy komunikat błędu oznacza jednak awarię urządzenia. Kody z grupy dotyczącej sieci — zbyt wysokie napięcie, odchyłka częstotliwości, zadziałanie zabezpieczenia wyspowego — mówią o problemie po stronie sieci albo instalacji domowej, a nie o falowniku. Wymiana takiego falownika na nowy niczego nie rozwiąże, bo za miesiąc nowy zgłosi ten sam błąd.
Bardzo częstym przypadkiem we Wrocławiu i okolicach jest przekroczenie górnego progu napięcia w sieci. Falownik musi się wtedy wyłączyć — to wymóg, nie usterka. Rozwiązaniem bywa poprawa połączenia AC, skrócenie lub pogrubienie przewodu do rozdzielnicy, a czasem wniosek do operatora o sprawdzenie parametrów w punkcie przyłączenia. Zanim jednak wystąpimy do OSD, mierzymy napięcie po naszej stronie, żeby wykluczyć, że problem robi sama instalacja.
Błędy izolacji po stronie stałoprądowej to z kolei najczęściej wilgoć: przetarty przewód na ostrej krawędzi konstrukcji, źle zaciśnięta złączka, woda w puszce modułu. Lokalizujemy takie miejsce pomiarem rezystancji izolacji odcinkami, string po stringu. To żmudne, ale tańsze niż wymiana czegokolwiek na oślep.
Jeśli po diagnostyce wychodzi, że uszkodzona jest elektronika mocy — wentylator, kondensatory, moduł IGBT — decyzja zależy od wieku i statusu gwarancyjnego. W okresie gwarancji prowadzimy wymianę u producenta. Po gwarancji porównujemy koszt naprawy z ceną nowego urządzenia i mówimy, co się bardziej opłaca, uwzględniając to, czy nowy falownik ma sens hybrydowy, jeśli klient rozważa magazyn energii.
Kto odpowiada za co: gwarancja producenta a gwarancja montażu
W instalacji fotowoltaicznej obowiązują równolegle co najmniej trzy różne zobowiązania i mylenie ich jest źródłem większości nieporozumień. Pierwsze to gwarancja producenta na moduły — osobno na wady produktu i osobno liniowa gwarancja mocy, mówiąca, jaki procent mocy nominalnej moduł ma zachować po danej liczbie lat. Drugie to gwarancja producenta falownika. Trzecie to gwarancja wykonawcy na wykonaną pracę: konstrukcję, przejścia przez dach, okablowanie, zabezpieczenia.
Rozróżnienie ma bardzo praktyczny skutek. Jeśli po pięciu latach zaczyna przeciekać dach przy uchwycie montażowym, to nie jest sprawa producenta modułów ani falownika — to wada montażu. Jeśli moduł po ośmiu latach oddaje wyraźnie mniej mocy, niż przewiduje krzywa gwarancyjna producenta, to jest reklamacja produktowa i wymaga udokumentowanego pomiaru, a nie samego wykresu z aplikacji.
Przy przejmowaniu serwisu po innej firmie zawsze robimy przegląd tych trzech ścieżek i mówimy klientowi otwarcie, gdzie jeszcze jest ochrona, a gdzie już nie. Nie przejmujemy odpowiedzialności za cudzy montaż wstecz — nikt uczciwy tego nie zrobi. Bierzemy natomiast odpowiedzialność za to, co sami naprawimy lub wymienimy, i to zapisujemy w protokole.
Warto też pamiętać, że sam serwis wykonany przez firmę bez uprawnień elektrycznych potrafi unieważnić gwarancję producenta na falownik. Producenci wymagają, żeby przy urządzeniu pracował uprawniony elektryk, i przy zgłoszeniu reklamacyjnym o to pytają. To argument za tym, żeby nie zlecać otwierania falownika przypadkowej osobie.
Nie mam dokumentacji powykonawczej. Czy da się coś zrobić?
Da się, choć wymaga to jednej dodatkowej wizyty. Dokumentacja powykonawcza powinna zawierać schemat jednokreskowy, rozrysowany układ stringów, listę zamontowanych urządzeń z numerami seryjnymi, protokoły pomiarów elektrycznych i kartę gwarancyjną. W praktyce u wielu klientów zostały po firmie tylko faktura i pilot do falownika.
Odtwarzamy taką dokumentację od zera. Otwieramy rozdzielnicę PV, spisujemy zabezpieczenia i ich parametry, sprawdzamy przekroje przewodów, identyfikujemy stringi pomiarem napięcia obwodu otwartego, schodzimy do licznika i sprawdzamy sposób podłączenia. Zdejmujemy numery seryjne modułów i falownika, robimy dokumentację zdjęciową konstrukcji i przejść dachowych. Wykonujemy pomiary ochronne i wystawiamy protokoły.
Efektem jest komplet, który realnie się przydaje: przy zgłoszeniu gwarancyjnym do producenta, przy sprzedaży domu, przy zgłoszeniu szkody do ubezpieczyciela po gradobiciu i przy każdej kolejnej naprawie. To także jedyny sensowny punkt wyjścia, jeśli klient planuje później dołożyć magazyn energii albo rozbudować instalację o kolejne moduły.
Jak często robić przegląd i co on obejmuje?
Dla instalacji domowej rozsądny rytm to przegląd co jeden do dwóch lat, przy czym pierwszy warto zrobić po pierwszym pełnym sezonie. Dla instalacji firmowych i rolniczych, gdzie postój oznacza realną stratę na rachunku, sensowny jest cykl roczny. Częściej sprawdza się instalacje w otoczeniu zapylonym: przy drodze gruntowej, obok suszarni, przy oborze.
Przegląd u nas obejmuje część elektryczną i część mechaniczną. Elektryczna to pomiary rezystancji izolacji stringów, ciągłości połączeń wyrównawczych, sprawdzenie zabezpieczeń nadprądowych i ograniczników przepięć po stronie DC i AC oraz kontrola parametrów pracy falownika i jego logów za ostatni rok. Mechaniczna to stan konstrukcji, moment dokręcenia klem, korozja, stan uszczelnień przejść przez pokrycie dachu, prowadzenie i mocowanie przewodów, stan złączek.
Osobno oceniamy czystość modułów i zacienienie. Mycie ma sens wtedy, gdy zabrudzenie jest widoczne i mierzalne w produkcji — mycie na siłę co pół roku to głównie koszt. Wykonujemy je wodą demineralizowaną, bez detergentów i bez chodzenia po modułach, bo to najczęstsza przyczyna mikropęknięć.
Z przeglądu dostajesz protokół z pomiarami i listę uwag podzieloną na trzy grupy: do naprawy teraz, do obserwacji, i to co jest w porządku. Nie dopisujemy do niej pozycji, które nie mają uzasadnienia technicznego.
Zakres usługi
- Przejęcie serwisu instalacji wykonanej przez inną firmę, także nieistniejącą
- Diagnostyka spadku produkcji: analiza logów falownika, pomiary stringów, termowizja
- Naprawa i wymiana falowników, prowadzenie zgłoszeń gwarancyjnych u producenta
- Wymiana uszkodzonych modułów, złączek MC4, zabezpieczeń DC i AC
- Przeglądy okresowe z pomiarami elektrycznymi i protokołem
- Odtworzenie dokumentacji powykonawczej i inwentaryzacja instalacji
- Naprawa konstrukcji i uszczelnień przejść dachowych
- Uporządkowanie spraw formalnych: zgłoszenie do OSD, licznik dwukierunkowy
Jak to wygląda krok po kroku
- 1
Zgłoszenie i wywiad
Pytamy o objawy, wiek instalacji, model falownika i to, co zostało po poprzedniej firmie. Część rzeczy da się wstępnie ocenić zdalnie z aplikacji.
- 2
Wizyta diagnostyczna
Pomiary po stronie DC i AC, odczyt logów, oględziny dachu i konstrukcji. Ustalamy przyczynę, a nie tylko objaw.
- 3
Wycena naprawy
Przedstawiamy warianty: naprawa, wymiana, zgłoszenie gwarancyjne. Mówimy, co jest pilne, a co może poczekać.
- 4
Naprawa i protokół
Wykonujemy uzgodnione prace, sprawdzamy produkcję po naprawie i przekazujemy dokumentację.