W skrócie
-
Moc liczona, nie sprzedawana
Dobieramy instalację do zużycia i planów domu, nawet jeśli wychodzi mniejsza niż zakładałeś.
-
Dach traktowany poważnie
Sprawdzamy pokrycie i więźbę przed montażem, a przejścia przez połać wykonujemy szczelnie.
-
Komplet dokumentów po montażu
Zostaje schemat, pomiary i karty urządzeń — potrzebne przy gwarancji i przy sprzedaży domu.
Fotowoltaika dla domu przestała być inwestycją, którą projektuje się pod maksymalną produkcję. W systemie net-billingu liczy się przede wszystkim to, ile energii zużyjesz u siebie, w chwili gdy powstaje. Instalacja przewymiarowana, zbudowana wedle zasady im więcej tym lepiej, oddaje ogromną część produkcji do sieci w południe, po najniższych cenach doby.
Dlatego rozmowę zaczynamy od rachunków i od tego, jak dom jest używany. Ile prądu zużywacie rocznie, czym grzejecie wodę i budynek, czy w planach jest pompa ciepła, klimatyzacja albo samochód elektryczny, o której godzinie ktoś jest w domu. To pytania nudne, ale odpowiedzi na nie decydują o mocy instalacji bardziej niż powierzchnia dachu.
Robimy pełen zakres: projekt układu elektrycznego, dobór modułów i falownika, konstrukcję dopasowaną do pokrycia dachu, montaż, pomiary i zgłoszenie mikroinstalacji do operatora sieci dystrybucyjnej. Instalację przygotowujemy tak, żeby dało się do niej później dołożyć magazyn energii bez przerabiania połowy rozdzielnicy.
Jaką moc instalacji dobrać do domu jednorodzinnego?
Klasyczna reguła mówiła, żeby dobrać moc pod roczne zużycie. W net-billingu to za mało, bo znaczenie ma nie tylko suma za rok, ale rozkład zużycia w ciągu doby i roku. Dom ogrzewany gazem, w którym mieszkają dwie pracujące osoby, zużywa latem w środku dnia bardzo mało — a to właśnie wtedy instalacja produkuje najwięcej.
Dlatego przy doborze patrzymy na trzy rzeczy. Pierwsza to roczne zużycie z faktur, najlepiej za dwa lata. Druga to plany: pompa ciepła potrafi podwoić roczne zapotrzebowanie i przesunąć jego szczyt na zimę, samochód elektryczny dokłada kilkaset kilowatogodzin miesięcznie, klimatyzacja przeciwnie — dokłada zużycie dokładnie wtedy, gdy słońca jest najwięcej i jest to jeden z najlepszych sposobów wykorzystania nadwyżki. Trzecia to dach: jego powierzchnia, orientacja i zacienienie.
Z tego wychodzi konkretna moc, zwykle mieszcząca się w przedziale typowym dla domu jednorodzinnego. Jeśli po policzeniu wychodzi, że sensowna instalacja jest mniejsza, niż klient zakładał, mówimy to wprost — sprzedanie dwóch dodatkowych kilowatów, które przez dziesięć lat będą oddawać prąd do sieci po niskiej cenie, nie jest przysługą.
Osobno omawiamy kierunek. Układ południowy daje najwyższy roczny uzysk, ale mocno skupiony wokół południa. Podział wschód–zachód daje uzysk niższy o kilka do kilkunastu procent, za to rozłożony na poranek i popołudnie, co przy net-billingu często wychodzi finansowo lepiej. To decyzja, którą warto podjąć świadomie, a nie odruchowo.
Dach skośny, płaski czy grunt — co się zmienia?
Na dachu skośnym najważniejsze jest pokrycie i to, jak konstrukcja przez nie przechodzi. Inaczej mocuje się na dachówce ceramicznej, inaczej na karpiówce, inaczej na blachodachówce, a jeszcze inaczej na rąbku stojącym, gdzie da się zamocować bezinwazyjnie, bez przebijania pokrycia. Najczęstsza przyczyna przecieków po latach to źle wykonane przejście przewodów przez połać i haki dokręcone do łaty, która tego nie wytrzymała.
Sprawdzamy więc stan więźby i łat, zanim cokolwiek zamontujemy. Jeśli dach jest po przejściach albo pokrycie zbliża się do końca życia, mówimy o tym od razu — zdejmowanie i ponowne kładzenie instalacji przy wymianie dachu za trzy lata jest kosztem, którego da się uniknąć, przesuwając kolejność prac.
Dach płaski daje swobodę w ustawieniu kąta i kierunku, ale wprowadza dwa nowe problemy: rozstaw rzędów, żeby moduły nie zacieniały się nawzajem zimą, oraz sposób obciążenia. Na dachu z papą albo membraną unika się przebijania pokrycia i stosuje konstrukcję balastowaną, co wymaga sprawdzenia, czy strop uniesie dodatkowy ciężar. Trzeba też policzyć obciążenie wiatrem, bo płaski dach z modułami pod kątem to w praktyce zestaw żagli.
Instalacja na gruncie jest najwygodniejsza w serwisie i najlepiej chłodzona, więc pracuje z nieco wyższą sprawnością latem. Kosztuje jednak więcej przez fundamenty lub kotwy gruntowe i dłuższą trasę kablową do budynku, a przy większych powierzchniach pojawiają się kwestie formalne dotyczące zabudowy działki. Ma sens tam, gdzie dach jest za mały, zacieniony albo źle zorientowany.
Formalności: zgłoszenie do operatora i licznik dwukierunkowy
Mikroinstalacja o mocy nieprzekraczającej progu przewidzianego dla mikroinstalacji podłączana jest w trybie zgłoszenia, a nie w trybie wniosku o warunki przyłączenia. Zgłoszenie składa się do operatora sieci dystrybucyjnej właściwego dla adresu — na Dolnym Śląsku najczęściej jest to Tauron Dystrybucja. Robimy to za klienta, razem ze schematem i danymi urządzeń.
Po przyjęciu kompletnego zgłoszenia operator ma ustawowo trzydzieści dni na przyłączenie mikroinstalacji i wymianę licznika na dwukierunkowy. Wymiana licznika jest po stronie operatora i nie obciąża właściciela instalacji. W praktyce warto pilnować kompletności dokumentów, bo najczęstszym powodem wydłużenia terminu jest brak jednego załącznika, a bieg terminu liczy się od zgłoszenia kompletnego.
Do czasu wymiany licznika instalacja może pracować, ale energia oddana do sieci nie jest właściwie rozliczana — stary licznik jednokierunkowy potrafi ją zliczać jako pobór. Dlatego uruchomienie instalacji planujemy w powiązaniu ze zgłoszeniem, a nie z miesięcznym wyprzedzeniem.
Osobną sprawą jest umowa kompleksowa ze sprzedawcą energii, w której pojawia się status prosumenta i sposób rozliczenia. Prosument w net-billingu może wybrać rozliczenie miesięczne albo godzinowe — to drugie ma znaczenie zwłaszcza wtedy, gdy w planach jest magazyn energii i sterowanie zużyciem. Podpowiadamy, o co zapytać sprzedawcę, ale samej umowy nie zawieramy za klienta.
Ile realnie zaoszczędzę na rachunkach?
W net-billingu oszczędność ma dwa źródła i tylko jedno z nich jest duże. Pierwsze i główne to energia zużyta bezpośrednio, w chwili produkcji — za nią po prostu nie płacisz, ani za samą energię, ani za jej dystrybucję. Drugie to depozyt prosumencki, czyli wartość nadwyżki sprzedanej do sieci, którą później odejmuje się od rachunku. Ta druga część jest wyceniana po cenie rynkowej, a nie detalicznej, więc kilowatogodzina oddana nie równa się kilowatogodzinie odebranej.
Z tej arytmetyki płynie prosty wniosek praktyczny: każda godzina pracy pralki, zmywarki, bojlera czy klimatyzacji przesunięta na środek słonecznego dnia jest warta więcej niż dodatkowy panel na dachu. Sterowanie zużyciem to najtańszy sposób poprawy opłacalności instalacji i zwykle nie kosztuje nic poza zmianą nawyku albo przestawieniem timera.
Nie podajemy klientom gotowych okresów zwrotu z dokładnością do miesiąca, bo zależą od cen energii, taryfy i sposobu użytkowania domu — a wszystkie trzy się zmieniają. Pokazujemy natomiast, jak liczyć: ile energii instalacja powinna wyprodukować przy danej orientacji, jaka część z tego realnie zostanie w domu i co się stanie z resztą.
Jeżeli po tej rozmowie okaże się, że kluczem do opłacalności jest przesunięcie zużycia na noc i wieczór, naturalnym kolejnym krokiem jest magazyn energii. Nie trzeba go kupować od razu — wystarczy zaprojektować instalację tak, żeby dołożenie magazynu za dwa lata nie wymagało wymiany falownika.
Na czym przy montażu nie warto oszczędzać
Pierwsza pozycja to konstrukcja i mocowania. Moduł waży kilkanaście do dwudziestu kilogramów i ma pracować na dachu przez dwadzieścia pięć lat, w wietrze i pod śniegiem. Oszczędność na hakach, profilach i liczbie punktów mocowania jest niewidoczna w dniu odbioru i bardzo widoczna po pierwszej wichurze. To samo dotyczy uszczelnienia przejść kablowych przez połać.
Druga to okablowanie po stronie stałoprądowej. Przewody solarne muszą być prowadzone tak, żeby nie ocierały o ostre krawędzie i nie leżały w wodzie, a złączki muszą pochodzić od jednego producenta i być zaciskane właściwym narzędziem. Mieszanie złączek różnych marek to klasyczna przyczyna nagrzewania się styku i późniejszego błędu izolacji, który potem trafia do nas jako zlecenie serwisowe.
Trzecia to ochrona przepięciowa i uziemienie. Instalacja na dachu jest najwyżej położonym elementem budynku i zmienia jego sytuację odgromową. Ograniczniki przepięć po stronie stałoprądowej i zmiennoprądowej, poprawnie wykonane połączenia wyrównawcze i, tam gdzie jest instalacja odgromowa, zachowanie odstępów izolacyjnych — to nie jest opcja dodatkowo płatna, tylko warunek bezpiecznej pracy.
Czwarta to dokumentacja i pomiary po montażu. Protokoły z pomiarów rezystancji izolacji, ciągłości połączeń i sprawdzenia zabezpieczeń, schemat, karty urządzeń z numerami seryjnymi. Bez tego przy pierwszej reklamacji gwarancyjnej albo przy sprzedaży domu zaczyna się odtwarzanie faktów z pamięci — problem, który regularnie rozwiązujemy u klientów innych firm.
Zakres usługi
- Analiza rachunków i profilu zużycia, dobór mocy instalacji
- Projekt układu elektrycznego, dobór modułów, falownika i optymalizatorów
- Konstrukcja pod pokrycie: dachówka, blachodachówka, rąbek stojący, papa, grunt
- Montaż modułów, okablowanie DC, rozdzielnica PV i zabezpieczenia
- Ochrona przepięciowa, uziemienie i połączenia wyrównawcze
- Pomiary powykonawcze i protokoły
- Zgłoszenie mikroinstalacji do operatora sieci dystrybucyjnej
- Przygotowanie instalacji pod przyszły magazyn energii
Jak to wygląda krok po kroku
- 1
Rozmowa i rachunki
Pytamy o zużycie, ogrzewanie i plany. Na tej podstawie wstępnie określamy sensowną moc.
- 2
Wizja lokalna i projekt
Oglądamy dach, pokrycie, rozdzielnicę i zacienienie. Powstaje układ stringów, dobór sprzętu i wycena.
- 3
Montaż
Konstrukcja, moduły, okablowanie, rozdzielnica, zabezpieczenia. Uruchomienie i pomiary powykonawcze.
- 4
Zgłoszenie i przekazanie
Składamy zgłoszenie do operatora, przekazujemy dokumentację i pokazujemy, jak czytać dane w aplikacji.